Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szkle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na szkle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Przypadkowy komplecik

Witajcie:)

Słoik zrobiłam jakiś czas temu, czekał na wykończenie, a ściślej mówiąc na wycieniowanie. Deseczkę pod kalendarz zrobiłam w sobotę. Wówczas odkryłam, że ma taki sam motyw jak słoik, więc słoik wykończyłam patyną do kompletu z deseczką i tak powstał przypadkowy komplecik.



Pozdrawiam Was cieplutko
Mirella

poniedziałek, 14 lipca 2014

Słoik eksperymentalny

Chciałam Wam dziś pokazać słoik na którym eksperymentowałam z pastami postarzającymi. Motyw weneckich masek jaki znalazłam jest pozłacany, z elementami metalu i właśnie to spowodowało, że postanowiłam wykorzystać wiedzę z warsztatów na których byłam pod koniec kwietnia. Aby uzyskać metaliczny efekt całość pokrywałam w mniejszym lub większym natężeniu złotą i srebrną farbą, a później pastami postarzającymi w odcieniach  miedzi, starego złota, białego złota i na koniec perłowej farby akrylowej.
Starałam się zrobić jak najlepsze zdjęcia, aby jak najlepiej pokazały efekt mojej pracy, ale w rzeczywistości jest on bardziej metalowy niż na zdjęciach.
Jak na razie to pierwszy słoik może kolejne będą lepsze.
Oceńcie, krytykujcie i sugerujcie, chętnie poznam Wasze opinie :)
 
Może powinnam mieć inne preparaty? Chętnie skorzystam z podpowiedzi :)
 
 




czwartek, 10 lipca 2014

...

Dziś przekonałam się, że dobro nie zawsze wraca i to jak twierdziła moja babcia z podwójną siłą. Zostałam zwymyślana i obrażona, posądzona o nie profesjonalizm, tylko dlatego, że próbowałam wyjaśnić błąd klientki, który kosztowałaby ją dodatkowe koszty związane z wymianą błędnie zamówionych rzeczy. Oczywiście ciśnienie podniosła mi owa klientka. Oszczędzę Wam szczegółów, ale czasem powiedzenie "klient nasz pan" jest niestety nadinterpretowane przez klientów. To, że ktoś coś kupuje nie upoważnia go do mieszania z błotem osoby sprzedającej, ja nie będę godzić się na wyzwiska i obrażanie tylko dlatego by sprzedać coś za 200zł.
 
Pół dnia miałam paskudny humor, na koniec kurier zafundował mi fontannę z błota, twierdząc, że to nie jego wina, że pada, a on będzie jeździć szybko nie zwracając uwagi na kałuże, bo się spieszy.
 
Niestety nie zawsze jest tak różowo jak na załączonym obrazku.
Dziś dalsze prezentacje różu. Tym razem słoik różowy, róże i cieniowania przybrudzonym różem. Ostatnio kilka rzeczy zrobiłam na szkle. Dawno nie ozdabiałam szklanych przedmiotów, dlatego teraz zabrałam się za słoiki. Dziś pokażę jeden z nich, inne czekają w kolejce na swoją prezentację.
 
 



Aby się odstresować, idę trochę popracować w zaciszu mojej maleńkiej pracowni.

Pozdrawiam moich stałych bywalców, witam nowych i dziękuje Wam, że chcecie mnie odwiedzać.
Mirella

niedziela, 13 kwietnia 2014

Po weekendzie

Witam Was serdecznie,
weekend dobiega końca, jak zawsze za szybko. Wczoraj byliśmy na kiermaszu wielkanocnym, który jest organizowany przez Muzeum Rolnictwa w Szreniawie. To całkiem blisko wioski, w której mieszkam, ale było na nim bardzo dużo ludzi z Poznania. Poszłam tam na rekonesans, by zobaczyć jak to wygląda, kto się wystawia, ile jest wystawiających itp. Zamierzam sama wystawić swoje prace, ale dopiero przed świętami Bożego Narodzenia. Cóż, jak chyba na wszystkich takich kiermaszach było duuużo jedzenia, stragany z plastikowymi zabawkami dla dzieci, górale, trochę decoupage`u i innych ozdób świątecznych. Ludzi sporo, parking zastawiony na full i naprawdę zwiedzających pełno w każdym zakątku. I to w sobotę tydzień przed świętami, a spodziewałam się, że ludzie będą sprzątać i myć okna. Pogoda była ładna, pochodziłam, popatrzyłam i się podbudowałam. To co widziałam nie było złe, ale też przekonało mnie, że nie mam się czego wstydzić i mogę wystawiać swoje prace.
Kupiłam też pierwsze gęsie wydmuszki :o)) Na te święta już nie zdążę, ale na kolejne coś podłubie.

Dziś chciałam pokazać jedną z moich pierwszych prac. Uczyłam się wszystkiego na butelkach po winie. Dlaczego po winie? To za chwilę.

Na tej pierwszy raz robiłam cieniowania


Z tego cieniowania też byłam bardzo dumna. Całą pomalowałam na jakiś jasny kolor, typu złamana biel, później dół i górę szyjki na fioletowo i dwoma gąbeczkami maczanymi na zmianę w fioletowej i jasnej farbie tapowałam: fioletem na jasnym, jasnym na fiolecie. I tak wyszło.


I pierwszy dwuskładnikowy krak z moim ulubionym motywem różanym.



Krak słabo widać, bo zdjęcia kiepskie i od razu przyznam się do błędów. Step dwa był niedokładnie położony i w wielu miejscach nie pokrywał stepu pierwszego więc porobiły się "mazy" zrobione pastą postarzającą. Wśród oglądających ją osób bardzo się podobała, ale oni nie wiedzieli co i jak więc wydawało się im, że tak ma być...

A dziś też moja mała rocznica, której tak naprawdę wcale nie chciałabym w swoim życiu. Dokładnie siedem lat temu, po badaniach, które miałam na początku kwietnia dowiedziałam się od lekarza: ma pani celiakię, chorobę autoimmunologiczną, w której organizm nie toleruje glutenu. Niestety jest to najgorszy, bo trzeci stopień tej choroby. Musi pani przejść na bardzo ścisłą dietę bezglutenową. 
I to było wszystko. Resztę wyczytałam w internecie, w książce, którą kupiłam, na forum dla celiaków, które kiedyś czytałam.
Ale nie wiedziałam, że glutaminian sodu robią w 85% przypadków na pszenicy, a on jest wszędzie, nie wiedziałam, że jogurty są zagęszczane, czyli zawierają gluten, nie wiedziałam, że gluten jest w wędlinach...
Po czterech latach musiałam brać sterydy, bo było bardzo źle. Nie będę wdawać się w szczegóły, że nie trawiłam laktozy, przez co musiałam przejść na bezwzględną dietę bezmleczną... byłam załamana. Ale sterydy pomogły i po siedmiu miesiącach mogłam je odstawić. 
Dziś już wiem bardzo wiele, przede wszystkim to co mogę jeść to: owoce, warzywa, ryby, ryż, kukurydza, nabiał ale ten bez zagęstników, czyli właściwie odpadają jogurty (nawet te pitne) i słodkie serki, no i typowo bezglutenowe produkty, które są już dostępne nawet w marketach, ale są drogie (6 kromek chleba kosztuje od 5 do 7zł). No i nie mogę pić piwa, bo jest na jęczmieniu, a jęczmień zawiera gluten, wódka jest na pszenicy, więc pozostały mi wina, a po winach butelki :o)

Powiem tylko, że ta dieta nie jest fajna. Zastanawiam się, dlaczego zaczyna się robić modna wśród osób, które chcą schudnąć? Ja nie schudłam, pomimo tego, że nie jem chleba, bo bezglutenowy mi nie smakuje, makaron jem sporadycznie. Może tylko nie przytyłam. Cały czas mam wagę sprzed dziesięciu lat. W ciąży przytyłam tylko 10kg, i nie jadłam za dwóch, nie miałam "apetytów", nie jechałam o 22-ej do sklepu po pączki i kwaszone ogórki, jak to ponoć robiły moje koleżanki. W ciąży tylko dbałam o siebie, bo celiakia to przede wszystkim niedobór żelaza, ciężka anemia i bardzo słabe wyniki krwi. 

Tak naprawdę nikt nie wie ile razy miałam swoje małe i duże załamanie nerwowe, ile razy trzymałam w ręku bułkę i już chciałam ją zjeść, ale... to było już po sterydach, bo przed zachowywałam się jak alkoholicy... kupowałam np. pierniki i chowałam gdzieś aby nikt nie widział i podjadałam... wychodząc ze sklepu szybko w samochodzie jadłam Princessę, ale w końcu zrozumiałam, że nie oszukuję męża, mamy, lekarza, oszukuję siebie, szkodzę sobie nikomu innemu. Mój organizm wyniszcza sam siebie, a ja mu w tym pomagałam. 
Siedem lat mi zajęło pogodzenie się z tym, że nie zjem tortu na Tomka urodzinach, że jutro muszę zrobić zakwas na żurek bezglutenowy, że pizza, którą bardzo często zamawia mój mąż i której fanem jest już mój syn nie będzie też moim przysmakiem. Kiedy oni zamawiają pizzę wychodzę z pokoju... 
Wiem, że inni mają gorsze choroby i pocieszam się tym, że mnie spotkało tylko to, ale czasami zastanawiam się: dlaczego?

To na dziś wszystko. Przepraszam, że tak... ale musiałam się wygadać

Pozdrawiam Was i zapraszam. Jutro robię zdjęcia tacy, która pojedzie do Basi, na pewno pokażę.
Miłego wieczoru
Mirella