Członkowie

Obserwatorzy

czwartek, 29 stycznia 2015

Powrót do dzieciństwa

Na moich bombkach i pisankach najczęściej dominują dziecięce wzory: misie, aniołki, małe dzieci... chyba dlatego, że te obrazki bardzo mnie rozczulają. Poza tym mam ich bardzo dużo. Kolekcjonuję je na potęgę!
Z zamiarem zrobienia czegoś dziecięcego nosiłam się długo. Na początku swojego dekupażowania wykonałam kilka skrzynek z motywem dziecięcym, a później długo nic nie robiłam. Aż do teraz.
Pomimo swoich ostatnich ograniczeń udało mi się zmalować skrzyneczkę dla dziewczynki z jednym z moich ulubionych motywów. Oba są rysunki są transferowane, a kokardki i serduszka są z szablonu. Całość wylakierowana na połysk. Na koniec dodałam małą kokardkę w groszki.
Szkatułka już zarezerwowana przez moją koleżankę :o) i co mnie bardzo cieszy dostanie siostrę bliźniaczkę bardziej w kolorze fioletowym. Już mnie ręce świerzbią żeby ją zrobić! I mimo, że czasu mam sporo, to pewnie usiądę nad nią w najbliższych dniach.
Moje dziecko zamówiło też jakiś kubek na kredki, więc w temacie dziecięcym pozostanę na dłużej :)
 
A oto wspomniana szkatułka
 






Raz jeszcze chciałam wszystkim podziękować za miłe słowa i życzenia powrotu do zdrowia. Bardzo pomogły, bo zaczynam normalnie chodzić. Może jeszcze ciut-ciut utykam, ale za to jaką już mam prędkość!!
W poniedziałek idę do pracy... zastanawiam się tylko czy nie będę musiała wszystkiego poznawać na nowo :o) Zamówień mamy od diabła i trochę, małżonek siedzi codziennie do północy albo i dłużej i wszystko wprowadza do systemu, bo w firmie nie ma na to czasu... Poza tym nowych wzorów mamy kilka, nowe zdjęcia, nową stronę ze sklepem. Sporo się dzieje, a ja siedzę (no siedziałam) w domu prawie bezczynnie...
Ale koniec wakacji :o) wracam do normalności...
 
Ściskam ciepło
Mirella
 

środa, 28 stycznia 2015

Po poprawkach

Witajcie :o)
 
Dziś już w lepszym humorze i nastawieniu psychicznym. Prawie chodzę, więc idzie ku lepszemu, mogę trochę też posiedzieć przy biurku, czyli maluję, lakieruję - robię to co najbardziej lubię. Bardzo posunęłam się też w pracach nad moim wyszywanym obrazem z rowerem, no ale co tu robić, gdy człowiek nie może chodzić...
W ostatnim poście wspominałam, że przerabiam starą szkatułkę. W sumie nie tyle przerobiłam ją, a dodałam trochę, by nie była taka niedokończona.
Zeszlifowałam trochę lakier, dodałam więcej patyny na wieczku i popryskałam ją, aby uzyskać efekt większego postarzenia. Zamontowałam też zapięcie, które tak naprawdę kupiłam z myślą o tej szkatułce, a później kompletnie o nim zapomniałam.
 
Czy te zmiany wyszły na lepsze, czy niczego nie wniosły? Oceńcie i szczerze napiszcie. Ja osobiście jestem zadowolona, chyba jest bardziej wyrazista, poprzednia wersja była taka mdła.
 
Wersja obecna
 
 


 
 
A dla przypomnienia wcześniej wyglądała tak:
 
 
 
Jeszcze kilka rzeczy mam na wykończeniu, więc zapraszam w najbliższych dniach :o)
 
Pozdrawiam
Mirella

niedziela, 25 stycznia 2015

Na zdrowie...

Szlachetne zdrowie
Nikt się nie dowie
Jako smakujesz
Nim się zepsujesz...
 
Ano tak. Pośpiech codziennego dnia sprawia, że nie zastanawiamy się nad rzeczą oczywistą jaka jest nasze zdrowie. Czasami jakiś ból głowy, katar, mała niedyspozycja... to jakby wpisane jest w harmonogram dnia lub tygodnia. Przyzwyczailiśmy się do tych drobnych niedyspozycji i nie zwracamy na nie uwagi.
Ale gdy nagle człowiek rano się budzi i nie może stanąć na własnych nogach przeżywa szok. Ja już tak od ponad tygodnia poruszam się podtrzymując mebli i kuśtykam na jednej nodze. Mój świat skoncentrował się na kanapie wokół mnie w zasięgu ręki telefon, ładowarka, laptop, mulina i tamborek, nożyczki i pilot od TV. Radio na szczęście stoi za moimi plecami :o)
Przy biurku siedziałam w tym tygodniu z trzy razy... nie dłużej niż po godzinie, bo ból nogi na to nie pozwalał. Coś tam jednak zrobiłam. Wykańczam pomału, tak więc liczę, że w tygodniu coś jeszcze pokażę nowego.
Postanowiłam zliftingować pewną skrzyneczkę, którą zrobiłam może z dwa lata temu. Tam mi czegoś jeszcze brakowało i zabrałam się za nią. Trochę szlifowania, patyny. Jeszcze muszę ją wylakierować i dodać pewien mały drobiazg, ale połechcę waszą ciekawość i wrzucę zdjęcie z pierwszego wcielenia, a na zdjęcie w nowej odsłonie poczekajcie kilka dni.


Mocno się nie zmieni, ale jakoś korciło mnie by ją trochę przerobić, więc się za nią zabrałam.
 
Co do mojej nogi - to jeszcze napiszę, że po kilku wizytach u lekarzy, po badaniach, chyba mnie zdiagnozowano. Piszę "chyba", bo oczywiście wszystko zwalono na moją celiakię. Owszem, jest to choroba autoimmunologiczna, czyli moje ciało niszczy samo siebie, ale tak już się pilnuję z dietą, wszystko czytam na etykietach, jak coś mi się nie podoba w składzie to nie kupuję... i powiedziano mi, że problem z nogami (bo w sumie bolały mnie obie z tym, ze lewa dużo bardziej) jest powodem nagłego ataku celiakii, która objawiła się akurat tak, powodując w sumie nie wiadomo: zapalenie przyczepów mięśniowych, czy zapalenie tkanek miękkich z wydzieleniem się płynu wysiękowego który zgromadził się między mięśniami co dawało taki ostry ból.
Jestem na sterydach - a to świństwo na pewno mnie postawi na nogi. Trochę spuchnę, głównie na twarzy (brałam już kiedyś te leki przez 7 miesięcy) teraz co prawda przez tydzień większą dawkę, a później minimalną 4mg. Już lepiej chodzę, choć jeszcze utykam, nie mogę postawić normalnie lewej stopy, więc stawiam ją na palcach, cały czas siedzę i mam obandażowaną całą nogę, jeszcze boli, ale mam nadzieję że w następny poniedziałek pójdę do pracy. W tym roku jeszcze tam nie byłam...
 
Życzę Wam miłego dnia
i pomyślcie czasami o drobiazgach, które w codziennym życiu nam uciekają. To tylko drobiazgi, ale jak ważne się okazują, gdy nagle zaczynają szwankować !
 
Ściskam z mojego centrum dowodzenia - czyli z kanapy
Mirella

wtorek, 20 stycznia 2015

Dla małej lub dużej dziewczynki

Witajcie :o)
 
Na początku chciałam bardzo podziękować za wszystkie słowa otuchy i pocieszenia, które do mnie przesłałyście, po przeczytaniu mojego ostatniego posta.
Dodam tylko, że siedzę nadal w domu z obandażowanymi obiema nogami i mam się mocno oszczędzać. Niestety pozycja siedząca to nie byle jaka, a z wyprostowanymi nogami, więc siedzenie przy biurku raczej wykluczone, no, może na krótko, bo później zaczynam odczuwać niedogodności. Mam nadzieję, że ortopeda postawił właściwą diagnozę i że leczenie, jakie zastosował na coś się zda.
 
A teraz wracając do tematu... szkatułka dla dziewczynki. Może być małej, lub trochę starszej, mama pewnie też by się nie pogniewała, gdyby taką szkatułkę dostała... :o)
Kolor całości to pieczarkowy z różowymi przecierkami. Róż taki jaśniutki i taki brudny, dwa odcienie. Motyw z serwetki na wieczku i wydruk z drukarki w środku szkatułki. Na nim są perełki z PearPena. Całość wylakierowana matowym lakierem i dodane serduszko tym razem tylko jasny róż z odrobiną brudnego różu.
 



 
 
Pozdrawiam wszystkich,
miłego dnia życzę :o)
 
Mirella

czwartek, 15 stycznia 2015

A miało być tak pięknie...

Nowy Rok, każdy każdemu życzy zdrowia i by ten nowy był lepszy od starego... czy mi składano nieszczere życzenia, czy nie zasłużyłam sobie na to by było lepiej?
Od 2011r. moje zdrowie jest na pochylni, a może na takiej huśtawce, na której siedzi dwójka dzieci - jedno niżej, drugie wyżej i na zmianę. I tak leci czasem w dół, ale zanim doleci na sam dół ktoś odbija huśtawkę i moje zdrowie lekko wraca na górę. Wiem, że już nigdy nie będzie na szczycie, ale dlaczego częściej leci w dół?
Rok rozpoczęłam z antybiotykiem lecząc infekcję, która przyplątała się w grudniu. 4.01 byłam z Tomkiem u lekarza, bo zachorował na ospę, tydzień temu reanimowałam się po silnym ataku alergii. Czasami tak mam, że ni z gruszki, ni z pietruszki coś zjem i nagle dostaję silnej reakcji anafilaktycznej. Ostatnia akcja z 13.11 skończyła się w szpitalu. Opuchlizna jaka wystąpiła spowodowała, że przez cały dzień nie widziałam na prawe oko, a całość zeszła dopiero po czterech dniach. Mimo, że w ośrodku zdrowia, do którego w ekspresowym tempie zawiózł mnie mąż, dostałam leki, które zahamowały postęp uczulenia (obrzęk dróg oddechowych uniemożliwiał mi oddychanie, a wysypka wychodziła na ciele w błyskawicznym tempie), skończyłam w szpitalu, bo leki tak obniżył mi ciśnienie, że lekarka podjęła decyzję o wezwaniu pogotowia. Do szpitala jechałam na sygnale przypięta pasami do noszy...
Po tej przygodzie dostałam leki i pełną instrukcję co robić , gdy to się powtórzy - łącznie z adrenaliną, którą mam sobie podać w krytycznym momencie, gdy wszystko już zawiedzie. A dodam, że każdy atak jest coraz gorszy... wszystko dziej się szybciej i gwałtowniej. Mam takich za sobą pięć. I najgorsze jest to, że nigdy nie wiem co mnie uczuli. Nie jem słodyczy, więc rekompensuję sobie czasami ich brak kromką chleba z miodem i jem miód często. Tydzień temu, mnie uczulił i ratowałam się przed kolejnym atakiem... udało się - po 40 min. leki zaczęły działać i stopniowo doszłam do siebie.
 
A dziś półtorej godziny temu wróciłam ze szpitala. Od dwóch dni nie mogę chodzić - wczoraj było źle, a dziś było jeszcze gorzej... Pojechałam do lekarza... wstępna diagnoza - zakrzepica. Skierowanie do szpitala na USG Dopplera. I co? Wykluczyli zakrzepicę, ale prawdopodobnie utworzyła mi się pod kolanem jakaś torebka, która pękła i płyn z tej torebki wyciekł dostając się między mięsień łydki a coś tam dlatego boli mnie lewa noga. Problem w tym, że bolą mnie obie nogi, tylko, że lewa bardziej od prawej. No i w lewej widać jakieś zmiany, a w prawej nie. Jutro idę do ortopedy, bo to zalecili na SOR-ze. To, że boli mnie też prawa noga może oznaczać, że problem z tworzeniem się torebki - jakiejś tam, dotyczy obu nóg.
Powiem Wam jedno - czuję się podle. Zawsze wszystko koło siebie robiłam sam, w domu moje chłopaki nie umieją zaleźć czegoś tam bez mojej pomocy, kiedyś tańczyłam, ćwiczyłam i to dość intensywnie, może nie byłam jakąś wielką miłośniczką sportu, ale nienawidzę siedzieć i nic nie robić, a czeka mnie jeszcze dobry tydzień siedzenia w domu... mam dość!!!!
Nawet mój mąż zaczyna tracić cierpliwość i mówi, że mnie to zawsze spotykają jakieś dziwne przypadłości...
 
To się wygadałam. Jeśli to przeczytaliście do końca, to Was podziwiam - mi by się nie chciało.

środa, 14 stycznia 2015

Szkatułka z małym gazeciarzem

Witajcie :o)
 
Pracując miesiąc temu nad bombkami marzyłam o zrobieniu szkatułki, jednej, dwóch... myślałam jakie mają być i jedną zrobiłam z chłopcem. Motyw każdemu znany. Młody obdarty gazeciarz, takie przeniesienie w czasie do początku dwudziestego wieku. Motyw prosty, niemal banalny, ale jaki urokliwy, nostalgiczny i piękny w swej prostocie.
Szkatułka pomalowana cała na kolor, który producent nazwał "złamaną bielą", ale bardziej podchodzi mi na jasno-oliwkowy, bo wpada w jaśniuteńką zieleń, dlatego dodałam przetarcia suchym pędzlem w kolorze butelkowej zieleni. Całość wylakierowałam matowym lakierem. 
 

 
 
 
 
Pracuję nad kolejną, tym razem z dziewczynką, ale czekam na lakier, mam nadzieję, że dziś dojedzie :o)
 
Miłego dnia
 
Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny
Mirella

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Ramka z obrazkiem

Witajcie :)
 
Dla mnie kolejny tydzień w domu...W ciągu ostatniego miesiąca w pracy byłam cztery dni. Sprzątam więc i prasuję, piorę i gotuję, czytam z Tomkiem książki - obecnie bardzo interesują go odkrycia geograficzne, oglądamy bajki, i asystuję w składaniu najróżniejszych zestawów z klocków lego. Tomek może codziennie rozkładać całkiem spory samolot, a później go złożyć. I tak od kilku dni, jak nie samolot, to ciężarówka, helikopter lub inny dziwny pojazd. W ogóle klocki interesują go do momentu gdy je złoży, później już się nimi nie bawi. Byłby szczęśliwy, gdyby z trzy razy w tygodniu dostał nowy zestaw do składania. Bo pieniądze przecież są w bankomacie...
Ale poza sprzątaniem i asystowaniem w układaniu klocków, mam też czas na decoupage i wyszywanie.
Tę ramkę kupiłam dawno temu, przeleżała chyba z rok. Oczywiście nie miałam na nią pomysłu. W końcu zupełnie przez przypadek okazało się, że wydruk zdjęcia dziewczynki idealnie pasuje do tej ramki. Później zobaczyłam u Jolstrady pięknie spękaną szkatułkę i po krótkiej wymianie informacji okazało się, że zrobiła je dokładnie tymi preparatami, które akurat posiadam. Bardzo lubię duże spękania i miałam nadzieję, że też mi takie wyjdą, ale lekko się rozczarowałam. Nie narzekam bynajmniej, bo nie wyglądają źle, po prostu nie wyglądają tak jak u Jolstrady.
I tak chcąc zrobić duże spękania zrobiłam ramkę postarzaną patyną a ornamentem z MDF-u.
 
 



 
 
I tak upływa mi czas na opiece nad dzieckiem chorym na ospę.
 
Pozdrawiam Was serdecznie, dziękuję za wszystkie odwiedziny i komentarze. Jest mi niezmiernie miło, że chcecie mnie odwiedzać a moje prace Wam się podobają.
 
Mirella

niedziela, 11 stycznia 2015

Róże

Witajcie,
 
Dziś sześciokątna szkatułka z różami. Tło cieniowane, koronka, i metalowy ozdobnik jeden z wielu zakupionych na Craft Party w Poznaniu.
Wieczko jest lakierowane na mat, dół na połysk.
 

 
 
 
 
Zapraszam jutro
Mirella
 

piątek, 9 stycznia 2015

Rower

Siedzę w domu, bo dziecko ma ospę, ale sama czuję się bardziej chora od niego. Tydzień temu skończyłam tygodniową kurację antybiotykiem, bo w święta straciłam głos, a później zapalenie krtani przerodziło się w uporczywy, paskudny kaszel. Cały grudzień czułam się taka nie-zdrowa i nie-chora. Ale dziś kompletnie zeszło ze mnie powietrze. Prawie po czterech sprzątnęłam dom, a gdy usiadłam w końcu na kanapie nie miałam siły ruszyć ręką. Zaczęło mnie telepać i z wielkim zdziwieniem stwierdziłam, że mam 38,1 temperatury. A nic mi nie jest. Nie mam tylko siły. Mogę siedzieć i koniec. Czy złapałam coś od Tomka? Ospę miałam w dzieciństwie.... więc może jednak nie? Nie chcę pisać tego jednego słowa, aby nie wykrakać, ale aż się boję że to....
Mamo, wiem, że to przeczytasz, może dziś, może później, ale nie krzycz na mnie. Ja już naprawdę sama jestem zmęczona moim kiepskim stanem zdrowia. A na co się leczyć, gdy nie ma objawów?
Pogoda paskudna, ni to jesień, ni to zima, wieje tak, że nawet Kazik siedzi w domu.
Ale pomimo mojej ogromnej dziś niemocy nie siedzę bezczynnie. Ponieważ dziecko bawi się w salonie i niszczy wszystkie budowle jakie zbuduje (zrozumiał, że mnie dziś nie jest w stanie zaangażować do siedzenia na podłodze), ja siedzę i wyszywam. Wspomniałam Wam, że powstaje duży obraz krzyżykowy, więc żeby nie być gołosłowną pokazuję na jakim jestem etapie.
 
Wzór w gazetce wygląda tak
 

a moja dotychczasowa praca, tak
 

 
Co do deku, to jedna skrzyneczka się lakieruje, a jedną wczoraj zaczęłam malować. Jak tata wróci z pracy, a mi będzie się chciało ruszyć, to pójdę do swojego królestwa. Na razie siedzę w salonie, obserwuję różne kraksy i oglądam Toma i Jerrego.
 
Pozdrawiam Was ciepło i życzę zdrowia.
Mam nadzieję, że to moje w końcu wróci, bo teraz sobie gdzieś poszło :(
Mirella
 

środa, 7 stycznia 2015

Pocałunek

Dziś zaprezentuję Wam owalne pudełko, które robiłam kilka miesięcy. Nie miałam pomysłu na dół pudełka. Na początku pomalowałam wzór, z szablony użytego na herbaciarce z poprzedniego posta, ale po nałożeniu wieczka okazało się, że zakrywa w połowie motyw. Czekało mnie szlifowanie i ponowne malowanie na kolor wrzosowy. W końcu zastosowałam inny szablon z drobnymi kwiatkami, na które na końcu nakleiłam przejrzyste koraliki. Na wieczku motyw jest z transferu i spękania dwuskładnikowe DailyArt. Wypełnione są złotą porporiną. Całość wylakierowana na połysk. Na wewnętrznej stronie wieczka jest różany motyw z serwetki i wkleiłam sznureczek, aby zamaskować szpary.
Nie wiem, czy kupujecie takie owalne lub okrągłe pudełka, ja skusiłam się po raz drugi i niestety po raz drugi się rozczarowałam. Musiałam szpachlować łączenia na wieczku i dolnej części pudełka, poza tym kształt owalu pozostawia wiele do życzenia. Jeśli miałyście kiedyś takie pudełko napiszcie czy prostowałyście je i nadawałyście im właściwy kształt i jak Wam się to udało.



 







Dziękuję wszystkim za odwiedziny, za każdy komentarz i miłe słowa :o)

Pozdrawiam serdecznie
Mirella

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Bielona herbaciarka

Witajcie Kochani :o)
 
Jak Wam rozpoczął się Nowy Rok?
Moja przerwa świąteczna przedłużyła się o cały tydzień. A to za sprawą mojego Tomka, który złapał ospę. Gdy w sobotę wieczorem zauważyłam u niego pierwsze krostki przypomniałam sobie, że we wtorek, gdy go odbierałam z przedszkola rzuciła mi się w oczy informacja, że był przypadek ospy w przedszkolu. No i proszę! Mamy ospę w domu. Co prawda Tomek był szczepiony, ale wczoraj pan doktor powiedział, że szczepienie nie daje 100% pewności, że się nie zachoruje. Dzięki szczepieniu choroba może mieć co najwyżej łagodniejszy przebieg. I rzeczywiście Tomka jakoś mocno nie obsypało. Ma kilka wyprysków na nogach i rękach, na twarzy dosłownie pięć, i gdybym się uparła i je wszystkie policzyła pewnie doliczyłabym się z dwudziestu kilku.
Oczywiście moje dziecko ma 150% energii, którą musi spożytkować niezależnie od choroby. A gada jak najęty. Gdyby ktoś kiedyś mu chciał płacić za gadanie zbiłby fortunę. Słowo "mamusiu" pada średnio 10 razy w ciągu minuty. A opowiada nawet z sensem, tylko czasami człowiek chce zrobić coś innego i wyłączyć się na słuchanie tego potoku słów.... :o))
 
No dobra, bo teraz ja się rozgadałam zupełnie nie na temat.
Dziś obiecana herbaciarka. Jest bejcowana na kolor grafitowy i bielona. Zastosowałam też pastę strukturalną i szablon. Bielenie początkowo było dużo mniejsze, ale gdy wylakierowała pierwszą warstwę podobniej jak kiedyś na chusteczniku biała farba się zmyła. Dlatego zrobiłam drugie bielenie bardziej widoczne i ono już zostało, choć w niektórych miejscach lakier też je wchłonął. Jako element dekoracyjny użyłam srebrnej łyżeczki, którą kupiłam we wrześniu na Craft Party. Łyżeczka jest przyklejona. Całość wylakierowana na mat.
 

 
 


 

 
 
 
W okolicach Poznania padało przez całe przedpołudnie... teraz topniej. Rozczarowanie mojego dziecka jest ogromne i zły jest na ospę, bo nie może iść na sanki :o)
 
Pozdrawiam Was serdecznie, w tym tygodniu mam nadzieję więcej zrobić decu pracek, więc serdecznie zapraszam wszystkich, którzy są zainteresowani mają radosną twórczością.
 
Mirella

 

piątek, 2 stycznia 2015

Lampiony

Witajcie w Nowym Roku.
Życzę Wam aby był lepszy od poprzedniego, dał Wam wiele radości, spełnienie marzeń i zdrowie, bo człowiek zdrowy ma siłę, energię i zapał do wszystkiego. 

Dziś pokaże Wam moje lampiony zrobione ze starych kieliszków do wina. Z całego kompletu zostały trzy i dwa udało mi się ozdobić jeszcze przed świętami. Jeden stoi nieskończony, czeka na przypływ weny...

Z tych dwóch jeden jest typowo świąteczny - z aniołkami


a drugi może być całoroczny.



Na tym pierwszym nie zastosowałam papieru ryżowego, ale serwetkę stołową, efekt wyszedł całkiem ciekawy. Lepiej go widać na starej butelce, którą zrobiłam dawno temu gdy zaczynałam dopiero z decoupage.


i na pierwszych lampionach zrobionych z wysokich szklanek


Kiedy robiłam te pierwsze lampiony i butelkę nie miałam jeszcze papieru ryżowego i nie miałam nawet pojęcia, gdzie go kupić. Przeczytałam wtedy o możliwości użycia go do oklejenia szkła. Użyłam serwetek, które dają całkiem ciekawy efekt, a są łatwiej dostępne. 

Obecnie pracuję nad jedną herbaciarką - czeka już tylko na wykończenie, i dwoma pudełkami, które też czekają na detale i lakier. Tak więc początek roku obfitować będzie u mnie w kilka nowych prac. A na kolejne mam już pomysły, więc wystarczy tylko usiąść i popracować. Cały czas też wyszywam krzyżykiem dość spory obraz, który zajmuje mi sporo czasu wieczorami. Ale na obraz będzie trzeba jeszcze trochę poczekać :o)

Pozdrawiam z bardzo wietrznych okolic Poznania
Mirella