Członkowie

Obserwatorzy

wtorek, 18 października 2016

czwartek, 29 września 2016

Przebranżowienie... ?

Witajcie :)

Wiem, że rzadko ostatnio tu bywam, mało robię, jeszcze mniej piszę, jakoś tak decoupage zeszło na boczny tor. Trochę mi szkoda, a trochę jestem pochłonięta czymś nowym, co stało się i moją pasją i zaczęło mnie interesować bardziej od decu i chciałabym, aby stało się sposobem na życie, a przede wszystkim na zarabianie konkretnych pieniędzy.

Ze zdrowiem moim na razie ok. Niestety na razie, bo z taką chorobą jak moja, nigdy nic nie wiadomo. Musze się nieustannie pilnować, kontrolować i przede wszystkim mieć silną wolę. Samozaparcie. Wytrwałość. Nie ulegać pokusom. Nadal mi z tym wszystkim trudno, nadal mam chwile słabości, ale po tym co przeszłam, wiem, że nie mogę, wiem, że nie robię nic dla kogoś, a wszystko dla siebie.
Ta choroba trochę mną wstrząsnęła, trochę nauczyła samolubstwa, egoizmu, zaczęłam patrzeć też na siebie, nie na innych. Cały czas ważne jest moje dziecko i mąż, ale nie poświęcam im już 110% swojej uwagi. Myślę też o sobie, o swoich potrzebach, o swoim zdrowiu, o swoich problemach. Wcześniej, oni byli najważniejsi, a ja jakoś tam będzie. Jedzenie w biegu, za późno, za dużo, albo za mało, nie tak przygotowane. Brak odpoczynku, stres, problemy innych, były moimi problemami, a moje problemy były nieważne do czasu, gdy przerosły mnie kilkukrotnie...
Nauczyłam się dzielić rzeczy na ważne, ważniejsze i bardzo ważne. Na bzdury, rzeczy mało istotne i takie nad którymi nawet nie warto się zastanawiać. Inni - to inni, a ja i moje zdrowie, to coś czego nie mogę zaniedbać, czego nie mogę odłożyć na później. Późnej można posprzątać mieszkanie, później można zrobić mężowi kolację (jeśli sam sobie jej wcześniej nie zrobi) później można pogadać z koleżanką, ale teraz trzeba odpocząć, teraz trzeba coś zjeść, teraz trzeba pomyśleć o sobie.
Na moją chorobę nie ma lekarstwa, na moją chorobę nie można położyć się do łóżka, poleżeć i za dwa dni będzie dobrze. To nie ból nogi, czy głowy, który minie po Ibupromie. Moja choroba, żeby była utrzymana w ryzach musi mieć komfort: odpowiednie posiłki, w odpowiedniej porze, ilości, z tym, ale bez tego. Przygotowane tak, a nie inaczej. Nie mogę sobie powiedzieć: dobra, dzisiaj sobie pofolguję, jutro będę się oszczędzać. Kontrola to coś co pomału, z wielkim trudem, ale wchodzi mi w krew. Uczę się, staram, pilnuję.
Nie ma nic gorszego, niż chory układ pokarmowy. Od niego zależy to jak funkcjonujemy. Przekonałam się na sobie, gdy w kwietniu w skrajnym wycieńczeniu organizmu, który nie miał w sobie już nic, trafiłam do szpitala. Dwie transfuzje krwi, kroplówki z wszystkimi minerałami, pierwiastkami śladowymi i nie tylko i wielkie oczy lekarzy, który nie wierzyli, że organizm przy takich niedoborach mógł jeszcze funkcjonować, w końcu nawet w książkach nie znali takich przypadków... szukanie przyczyn, innych chorób i co najgorsze: nowotworów niczego nie wykazało. Po prostu mój organizm zmęczył się. Dostał trochę tego i owego, zmieniłam sposób odżywiania i znowu funkcjonuję. Ale wcześniej nie głodziłam się. Po prostu układ pokarmowy przestał działać, nic nie przyjmował, wszystko przepuszczał, dlaczego - nie wiadomo.

Pisze to dlatego, aby w dzisiejszym świecie, gdzie na półkach jest tyle wszelakiego dobra, czasami zwrócić uwagę na to co jemy, jak jemy i gdzie jemy. Bo tak jak napisałam, złamaną rękę włożą w gips i za 6 tygodni będzie sprawna, trochę gimnastyki i będzie ok. Ale jak organizm pomimo jedzenia wszystkiego co wartościowe, co potrzebne, nagle tego nie przyswaja to już nie jest tak wesoło.
Człowiek nie ma siły nawet nic nie robić. Siedzenie męczy, nie mówiąc już o robieniu czegokolwiek.

A ja pomimo tego wszystkiego jeszcze gdzieś tam, między jednym szpitalem a drugim zrobiłam szkołę wizażu, szkolenie z manicure i warsztaty z podologii. Zaniedbałam decu i wyszywanie, ale robienie makijażu, powodowanie, że dzięki mojej pracy ktoś nagle czuje się piękny, wartościowy i zachwycony swoim wyglądem, choć zawsze w to wątpił pomogło mi jakoś się pozbierać.
Dlatego mniej mnie tu, bo więcej czasu spędzam z innymi pędzlami w dłoni. Farby zamieniłam na cienie do powiek, a lakiery na pudry i pomadki.

Jeśli gdzieś pomiędzy jedną a drugą bombką, po zrobieniu skrzynki na ślub, a przed kuferkiem dla cioci chciałybyście same wyglądać dobrze i powiedzieć: dziś jestem JA dobrze umalowana, to zapraszam :)
Robię makijaże na ślub, ale i też na wesele, na super randkę (nawet tą z mężem po 10 latach ślubu), na imprezę karnawałową i na każdą inną okazję.
Ale mogę też zrobić tylko manicure, zabiegi na zniszczone detergentami dłonie, krótki relaks jeszcze nikomu nie zaszkodził.

Odwiedźcie mnie albo na FB https://www.facebook.com/pudremmalowane/ albo zapraszam do nowego bloga http://pudremmalowane.blogspot.com

Tu też będę. Nie zostawię Was i tego co tyle lat już robię. Po prostu czas podzielę.

Dziękuję ze jesteście, dziękuję, że mimo iż Was zaniedbałam, wciąż jeszcze tu zaglądacie.

Pozdrawiam serdecznie
Mirella

sobota, 10 września 2016

Ślubnie

Witajcie :)

Jeszcze jednak ślubna skrzyneczka




Pozdrawiam ze słonecznego Poznania

Mirella


środa, 31 sierpnia 2016

Na kolejny ślub

Witajcie :)

Ostatnio dużo ślubnych prezentów robię :)
Oto kolejny z nich. Dla mojej koleżanki dla jej syna i synowej.





Kolejną na ślubny prezent wykańczam. Prezentacja pewnie jeszcze w tym tygodniu.
Zapraszam

Pozdrawiam
Mirella


wtorek, 30 sierpnia 2016

Odrobina szaleństwa

Witajcie :)


Wakacje się kończą, niestety. A ja z moim mężem, po raz kolejny nie miałam żadnego urlopu. Aby to jakoś sobie wynagrodzić w każdy weekend sierpnia wyjeżdżaliśmy, aby choć na dwa dni zmienić otoczenie i "odpocząć".
Obfitujący w największe atrakcje był ostatni weekend sierpnia, który spędziliśmy w Zatorze w Energylandii. Każdemu kto tak nie był, bardzo gorąco polecam to miejsce, bo chociaż drogie są bilety wstępu, to można tam spędzić cały dzień i korzystać ze wszystkiego ile się chce. Nas najbardziej zmęczyła pogoda. Było ponad 30 stopni upału, ani jednej chmurki na niebie i nawet odrobiny wietrzyku. Do wielu atrakcji, kolejki na 20-60 minut czekania, ale każdy przejazd potrafił wynagrodzić te minuty oczekiwania.
Zaskoczyło mnie moje siedmioletnie dziecko, które odważnie wsiadało na kolejki, które pędziły w różnych pozycjach tak szybko, że chyba po prostu nie zdążył się wystraszyć :). Na kilku niestety nie mógł jechać, bo był za niski. Dla bezpieczeństwa obowiązuje tam limit wzrostu. Tak czy inaczej wrócił bardzo zadowolony i oczywiście już pytał kiedy pojedziemy tak po raz kolejny.
Na zachętę krótki filmik zrobiony z tarasu widokowego, ale na YT znajdziecie tego więcej, bardziej profesjonalnie nakręcone.

Na tym pierwszym filmie pokazany jest przejazd kolejką która się nazywa Formuła 1. To mojemu dziecku podobało się najbardziej.




video

Pozdrawiam
Mirella

piątek, 24 czerwca 2016

Bieznik z niebieskim kwiatkiem

Witajcie :)

Te bieżnik wyszywałam dawno temu z 3-4 lata już ma na pewno. Do końca zostało niewiele, ale zajęłam się decoupage i serweta poszła w odstawkę. Nawet o niej zapomniałam. kilka miesięcy temu znalazłam ją wśród materiałów do wyszywania i ją skończyłam. Później oczywiście leżała jakiś czas czekając na wycięcie wszystkich ażurów, ale ostatecznie skończyłam.
Dla urozmaicenia kwiatki są wyszyte błękitną nitką. Tak więc bieżnik nie jest w całości biały, ma mały akcent bladoniebieski.




W ten bardzo upalny dzień, w którym moje dziecko ukończyło pierwszą klasę, pozdrawiam Was równie gorąco

Mirella


wtorek, 14 czerwca 2016

Konik

Witajcie :)

Dziś inne rękodzieło. Coś co mogę odtworzyć, a nie stworzyć. Opuszczona przez wenę twórczą, nie miałam pomysłów na skrzyneczki, serduszka, czy inne ozdabianie. Wygodnie było siedzieć na kanapie, i wyszywać, według tego co było we wzorze. I konik rósł w oczach. A i Tomek był zadowolony, mama bawić się nie mogła, to chociaż towarzystwa dotrzymywała.
Niestety konik jeszcze bez ramki, ale doczeka się jak żyrafa i rower.


U mnie burza straszna. Pies zaraz zejdzie na zawał, jeszcze tak roztrzęsionego Kazika nie widziałam. Biedak miejsca nie może sobie znaleźć. Najchętniej wszedłby chyba do mojej kieszeni. Na dworze ciemno i ponuro jak wczesnym wieczorem, a jeszcze nie ma ósmej. Co za dzień...

Słońca Wam życzę

Pozdrawiam
Mirella


niedziela, 12 czerwca 2016

Po przerwie

Witajcie,

trochę mnie tu nie było, wiem. Wszystko przez problemy ze zdrowiem, które nie skończyły się w minionym roku, chociaż tak myślałam. Kto zagląda na mój profil na FB wie, że byłam w szpitalu w kwietniu przez tydzień, a później w maju całe trzy tygodnie od 2 do 20-go, gdzie zrobiono mi taką ilość badań, że głowa boli. Moje leczenie dopiero się zaczyna, ale myślę wszystko zmierza w końcu ku temu, by postawić mnie na nogi.
Te wszystkie problemy i niemoc spowodowały też totalny zanik chęci do jakiejkolwiek pracy. Jeśli chodzi o decoupage, to wena twórcza opuściła mnie kompletnie. Miałam jednak zamówienie na skrzyneczkę, która miała być ślubnym prezentem, więc zmobilizowałam się i między jednym, a drugim pobytem w szpitalu coś tak zmalowałam.
Mam nadzieję, że młodym prezent się podobał a osoba zamawiająca była również usatysfakcjonowana.






Obecnie pracuję nad kolejnym ślubnym prezentem. Mam zamówioną też tacę, mam nadzieję, że pomału powrócą mi chęci do pracy. Przygotowuję też zdjęcia moich bardzo starych prac, jeszcze z czasów sprzed decoupage, czyli wyszywane serwetki. Pokażę je Wam, bo dlaczego by nie, w końcu to moje rękodzieło i pierwsza miłość do prac ręcznych :)

Dziś to na tyle.
Odwiedzajcie mnie, bo zawsze mi miło, gdy tu zaglądacie

Pozdrawiam serdecznie
Mirella

poniedziałek, 21 marca 2016

Na potrzeby chwili

Witajcie :)

Skrzyneczkę, którą dziś Wam pokażę robiłam etapami.
Najpierw pomalowałam dół na szaro. Później przy malowaniu innej skrzynki na biało zostało mi trochę białej farby na paletce, więc wykorzystałam ją do pobielenia szarości.
Jeśli chodzi o motyw na wieczku oczywiście nie mogłam się zdecydować, bo miałam kilka pomysłów.
Tak więc znowu skrzynka stała niedokończona :)
Do czasu gdy kilka dni temu szłam do mojej długo niewidzianej znajomej. A ponieważ nie lubię chodzić z tzw. "gołymi rękami" postanowiłam wykończyć skrzynkę dla pani Ewy. Na wieczku pojawiły się aniołki, wylakierowałam ją na mat i dodałam wstążeczkę.
I tak skrzynka, którą zaczęłam robić jeszcze w grudniu (chyba) doczekała się ukończenia i nowej właścicielki.





A Wy też tak macie, że coś zaczniecie i później leży miesiącami i czeka na swoją kolej? Mi ostatnio zdarza się to dość często ;)
I choć kosztowało mnie to stosunkowo niewielkiego nakładu pracy, to mimo wszystko jest to jedna z dłużej robionych prac.

Pozdrawiam
Mirella

piątek, 18 marca 2016

Kolejna komunijna skrzynia

Witajcie :)

Kolejna skrzynia na pamiątkowe telegramy komunijne doczekała się swojej odsłony. Oczywiście robiona na zamówienie, z bardzo popularnymi ostatnio różami na wieczku. Reszta była moją inwencją. Dół ozdobiony konturówką, w środku kwiatki i pamiątkowy napis. Całość lakierowana na mat za wyjątkiem wieczka, które było lakierowana na połysk.




Pozdrawiam serdecznie
Mirella