Tę zawieszkę skończyłam dzień przed jarmarkiem. Była jedną z tych prac, które powstawały długo, bo etapami. Najpierw nie miałam pomysłu na motyw, a gdy motywy pojawiły się na zawieszce, nie wiedziałam jak ją wykończyć. I tak tworzyłam ją dobry miesiąc.
Na moim stoisku leżała na samym brzegu stolika, i każdy niemal podchodził i od razu ją oglądał. Jedna starsza pani, obejrzała, zapytała o cenę i odkładając powiedziała: "cena nie warta tej roboty w nią włożonej. Ale jak dla mnie i tak przesadzona"
Poleżała jeszcze trochę do momentu, gdy do stolika nie podeszła mama, z może siedmioletnią dziewczynką. Małej od razu się spodobała, bo był na niej kotek i piesek. Mama próbowała znaleźć pieska i kotka na bombce, no bo tańsza, ale mała się uparła i mimo, że mama zadowolona, bo znalazła na bombce kotka i pieska, to miała być zawieszka i koniec. No i w końcu mama uległa. Zawieszka jest teraz u małej dziewczynki.
Mała odchodziła z zawieszonym na szyi serduszkiem.
Pozdrawiam ciepło
Mirella
Ach, i raz jeszcze dziękuje Wam za cudne słowa w komentarzach.






