Członkowie

Obserwatorzy

sobota, 26 kwietnia 2014

Niby nic, a jednak wyzwanie...

dziś chciałam Wam pokazać co było moim największym wyzwaniem. Teraz gdy na to patrzę, wydaje się, że to tylko taborety, takie nic, jednak rok temu, gdy moje deku-doświadczenie było małe czułam się jakbym miała porwać byka za rogi.
Zaczęło się od spotkania z panią Ania, która miała stare drewniane taborety. Zastąpiła je co prawda nowymi z Ikei, ale te nowe nie dały rady i szybko okazało się, że trzeba "przeprosić" stare drewniane, które pomimo swojej starości były bardziej solidne od tych nowych.
Ale przecież stare można odnowić, dlaczego wiec nie techniką decoupage?
Podjęłam się, bo bardzo chciałam zrobić coś innego niż butelki, które wcześniej malowałam i niepozorne skrzyneczki, które rozdawałam wśród znajomych. Gdy przywiozłam taborety do domu, wtedy dopiero zaczęłam się zastanawiać co ja zrobiłam?
No ale wycofać się głupio... więc zasiadłam ze szlifierką na tarasie i szlifowałam stary lakier, a było go sporo. Zakwasy miałam jako po treningu z Pudzianowskim.
Pani Ania nie chciała mieć jakiś ekstrawagancji. Miało być prosto i skromnie. W kolorach brązowo-kremowych. Z grubsza kompozycję uzgodniłyśmy podczas naszego spotkania, musiałam tylko poszukać jakiegoś motywu w kolorach brązowych.
 
Taborety wyszły tak:
 

 


Na siedzisku zastosowałam oczywiście spękania jednoskładnikowe.
 
Po odebraniu taboretów (trzech) pani Ania poszła za ciosem i zamówiła jeszcze chlebak i kuchenną deseczkę, do zawieszenia na ścianie. Wszystko z tym samym motywem. Front chlebaka miał być tylko polakierowany.
 
 
I tak poradziłam sobie z czymś co w pierwszej chwili wydawało mi się Mont Everestem. Można chyba jednak podejmować wyzwania, nawet gdy wydają się zbyt wielkie. Ta przygoda z kwietnia 2013 r. dała mi kopa, przekonała mnie, że mogę robić więcej i lepiej. Zrobiłam sobie warsztacik w domu, bo taborety malowałam na ławie w salonie. Zaczęłam decu na 100%, nie tylko z doskoku.
 
Dziś zaczęłam pracę, która też jest dla mnie wyzwaniem. Pokażę oczywiście, ale w swoim czasie.
 
Dziękuję wszystkim, którzy mnie odwiedzają, a widzę, że jest Was coraz więcej. Zapraszam, rozgośćcie się (matko, jakie trudne słowo do napisania :o)). Jest mi bardzo miło, że zaglądacie, co mogę dać od siebie? tylko to co robię, popatrzcie, skomentujcie, poczytajcie.
 
Do kolejnego wpisu
Pozdrawiam
Mirella

4 komentarze:

  1. Świetnie Ci wychodzą spękania jednoskładnikowe, ja mam z tym problem. Taborety, chlebak i deseczka cudne:)

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny komplecik wyszedł do kuchni!! ja jeszcze nigdy niezrobiłam spękań jednoskładnikowych :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo dziękuję :o) A z tym jednoskładnikowcem to tak, że im więcej prac z nim robię tym gorzej mi chyba wychodzi. Ja czasami nie do końca jestem z nich zadowolona. Moja pierwsza praca (nawet post ma taki tytuł) była zrobiona właśnie ze spękaniami jednoskładnikowymi i chyba z niej jestem najbardziej zadowolona!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze. Jest mi szalenie miło, kiedy zostawiacie ślad po sobie. Wasze uwagi motywują mnie zawsze do dalszej pracy :o)