Obserwatorzy

sobota, 25 lutego 2017

Rower raz jeszcze.

Witajcie :)

Spojrzałam w starsze posty i odkryłam, że mój rowerowy haft robiłam na początku roku 2015. Skończyłam go jakoś na wiosnę chyba, ale nigdy nie pokazałam Wam skończonej pracy. Dziś spieszę by to naprawić. Praca zajęła mi dużo czasu, była bardzo żmudna szczególnie w momentach wyszywania kwiatów, ale sam obraz bardzo mi się podoba.




Pozdrawiam
Mirella

czwartek, 23 lutego 2017

Dziewczyna z kwiatami we włosach

Witajcie :)

Dziś haft. Haft krzyżykowy, który bardzo lubię, bo jest kolorowy w przeciwieństwie do haftu Richelieau.
Dziewczynę z kwiatami we włosach zaczęłam haftować cyba wiosną, ale z racji wielu perypetii jakie mnie dopadły później, szczególnie jesienią i na przełomie roku, jakoś nie mogłam skończyć tego haftu.
Teraz jednak to się udało i mogę Wam zaprezentować w pełnej okazałości.
Dodam, że jest na sprzedaż. Nie posiada ramki, bo nabywca sam sobie ją będzie mógł dobrać według swoich upodobań i wystroju w mieszkaniu. :)
Wymiary samego obrazka to: szer.20cm i wys.30cm


Dziś Tłusty Czwartek. Po raz pierwszy będę robić bezglutenowe pączki... mam nadzieję, że będą pyszne :)

Pozdrawiam serdecznie
Mirella



niedziela, 22 stycznia 2017

Na sprzedaż...

Witajcie :)

kto wie, ten wie, że choruję, że choroba zwala mnie z nóg tak bardzo czasami, że nie funkcjonuję po kilka tygodni. Tak było i tym razem. Szczegółów Wam oszczędzę. Jak na razie trochę mi nie po drodze decoupage i artystyczne działania, ale chciałabym sprzedać to co już kiedyś zrobiłam.

Jeśli potrzebujecie czegoś na prezent, dla siebie, albo wiecie, że ktoś by coś chciał, to proszę przekażcie informację o tym, że moje rzeczy są do kupienia.


zapraszam na stronę Srebrnej Agrafki http://srebrnaagrafka.pl/moje_produkty

a tutaj pokaże Wam to co mam do sprzedania










i kilka rzeczy haftowanych







 W razie jakiś pytań proszę o kontakt na mirellax@wp.pl

Pozdrawiam serdecznie
Mirella

wtorek, 18 października 2016

Szkatułka na chrzest

Witajcie :)

Szkatułka na chrzest.





Pozdrawiam
Mirella

czwartek, 29 września 2016

Przebranżowienie... ?

Witajcie :)

Wiem, że rzadko ostatnio tu bywam, mało robię, jeszcze mniej piszę, jakoś tak decoupage zeszło na boczny tor. Trochę mi szkoda, a trochę jestem pochłonięta czymś nowym, co stało się i moją pasją i zaczęło mnie interesować bardziej od decu i chciałabym, aby stało się sposobem na życie, a przede wszystkim na zarabianie konkretnych pieniędzy.

Ze zdrowiem moim na razie ok. Niestety na razie, bo z taką chorobą jak moja, nigdy nic nie wiadomo. Musze się nieustannie pilnować, kontrolować i przede wszystkim mieć silną wolę. Samozaparcie. Wytrwałość. Nie ulegać pokusom. Nadal mi z tym wszystkim trudno, nadal mam chwile słabości, ale po tym co przeszłam, wiem, że nie mogę, wiem, że nie robię nic dla kogoś, a wszystko dla siebie.
Ta choroba trochę mną wstrząsnęła, trochę nauczyła samolubstwa, egoizmu, zaczęłam patrzeć też na siebie, nie na innych. Cały czas ważne jest moje dziecko i mąż, ale nie poświęcam im już 110% swojej uwagi. Myślę też o sobie, o swoich potrzebach, o swoim zdrowiu, o swoich problemach. Wcześniej, oni byli najważniejsi, a ja jakoś tam będzie. Jedzenie w biegu, za późno, za dużo, albo za mało, nie tak przygotowane. Brak odpoczynku, stres, problemy innych, były moimi problemami, a moje problemy były nieważne do czasu, gdy przerosły mnie kilkukrotnie...
Nauczyłam się dzielić rzeczy na ważne, ważniejsze i bardzo ważne. Na bzdury, rzeczy mało istotne i takie nad którymi nawet nie warto się zastanawiać. Inni - to inni, a ja i moje zdrowie, to coś czego nie mogę zaniedbać, czego nie mogę odłożyć na później. Późnej można posprzątać mieszkanie, później można zrobić mężowi kolację (jeśli sam sobie jej wcześniej nie zrobi) później można pogadać z koleżanką, ale teraz trzeba odpocząć, teraz trzeba coś zjeść, teraz trzeba pomyśleć o sobie.
Na moją chorobę nie ma lekarstwa, na moją chorobę nie można położyć się do łóżka, poleżeć i za dwa dni będzie dobrze. To nie ból nogi, czy głowy, który minie po Ibupromie. Moja choroba, żeby była utrzymana w ryzach musi mieć komfort: odpowiednie posiłki, w odpowiedniej porze, ilości, z tym, ale bez tego. Przygotowane tak, a nie inaczej. Nie mogę sobie powiedzieć: dobra, dzisiaj sobie pofolguję, jutro będę się oszczędzać. Kontrola to coś co pomału, z wielkim trudem, ale wchodzi mi w krew. Uczę się, staram, pilnuję.
Nie ma nic gorszego, niż chory układ pokarmowy. Od niego zależy to jak funkcjonujemy. Przekonałam się na sobie, gdy w kwietniu w skrajnym wycieńczeniu organizmu, który nie miał w sobie już nic, trafiłam do szpitala. Dwie transfuzje krwi, kroplówki z wszystkimi minerałami, pierwiastkami śladowymi i nie tylko i wielkie oczy lekarzy, który nie wierzyli, że organizm przy takich niedoborach mógł jeszcze funkcjonować, w końcu nawet w książkach nie znali takich przypadków... szukanie przyczyn, innych chorób i co najgorsze: nowotworów niczego nie wykazało. Po prostu mój organizm zmęczył się. Dostał trochę tego i owego, zmieniłam sposób odżywiania i znowu funkcjonuję. Ale wcześniej nie głodziłam się. Po prostu układ pokarmowy przestał działać, nic nie przyjmował, wszystko przepuszczał, dlaczego - nie wiadomo.

Pisze to dlatego, aby w dzisiejszym świecie, gdzie na półkach jest tyle wszelakiego dobra, czasami zwrócić uwagę na to co jemy, jak jemy i gdzie jemy. Bo tak jak napisałam, złamaną rękę włożą w gips i za 6 tygodni będzie sprawna, trochę gimnastyki i będzie ok. Ale jak organizm pomimo jedzenia wszystkiego co wartościowe, co potrzebne, nagle tego nie przyswaja to już nie jest tak wesoło.
Człowiek nie ma siły nawet nic nie robić. Siedzenie męczy, nie mówiąc już o robieniu czegokolwiek.

A ja pomimo tego wszystkiego jeszcze gdzieś tam, między jednym szpitalem a drugim zrobiłam szkołę wizażu, szkolenie z manicure i warsztaty z podologii. Zaniedbałam decu i wyszywanie, ale robienie makijażu, powodowanie, że dzięki mojej pracy ktoś nagle czuje się piękny, wartościowy i zachwycony swoim wyglądem, choć zawsze w to wątpił pomogło mi jakoś się pozbierać.
Dlatego mniej mnie tu, bo więcej czasu spędzam z innymi pędzlami w dłoni. Farby zamieniłam na cienie do powiek, a lakiery na pudry i pomadki.

Jeśli gdzieś pomiędzy jedną a drugą bombką, po zrobieniu skrzynki na ślub, a przed kuferkiem dla cioci chciałybyście same wyglądać dobrze i powiedzieć: dziś jestem JA dobrze umalowana, to zapraszam :)
Robię makijaże na ślub, ale i też na wesele, na super randkę (nawet tą z mężem po 10 latach ślubu), na imprezę karnawałową i na każdą inną okazję.
Ale mogę też zrobić tylko manicure, zabiegi na zniszczone detergentami dłonie, krótki relaks jeszcze nikomu nie zaszkodził.

Odwiedźcie mnie albo na FB https://www.facebook.com/pudremmalowane/ albo zapraszam do nowego bloga http://pudremmalowane.blogspot.com

Tu też będę. Nie zostawię Was i tego co tyle lat już robię. Po prostu czas podzielę.

Dziękuję ze jesteście, dziękuję, że mimo iż Was zaniedbałam, wciąż jeszcze tu zaglądacie.

Pozdrawiam serdecznie
Mirella

sobota, 10 września 2016

Ślubnie

Witajcie :)

Jeszcze jednak ślubna skrzyneczka




Pozdrawiam ze słonecznego Poznania

Mirella


środa, 31 sierpnia 2016

Na kolejny ślub

Witajcie :)

Ostatnio dużo ślubnych prezentów robię :)
Oto kolejny z nich. Dla mojej koleżanki dla jej syna i synowej.





Kolejną na ślubny prezent wykańczam. Prezentacja pewnie jeszcze w tym tygodniu.
Zapraszam

Pozdrawiam
Mirella


wtorek, 30 sierpnia 2016

Odrobina szaleństwa

Witajcie :)


Wakacje się kończą, niestety. A ja z moim mężem, po raz kolejny nie miałam żadnego urlopu. Aby to jakoś sobie wynagrodzić w każdy weekend sierpnia wyjeżdżaliśmy, aby choć na dwa dni zmienić otoczenie i "odpocząć".
Obfitujący w największe atrakcje był ostatni weekend sierpnia, który spędziliśmy w Zatorze w Energylandii. Każdemu kto tak nie był, bardzo gorąco polecam to miejsce, bo chociaż drogie są bilety wstępu, to można tam spędzić cały dzień i korzystać ze wszystkiego ile się chce. Nas najbardziej zmęczyła pogoda. Było ponad 30 stopni upału, ani jednej chmurki na niebie i nawet odrobiny wietrzyku. Do wielu atrakcji, kolejki na 20-60 minut czekania, ale każdy przejazd potrafił wynagrodzić te minuty oczekiwania.
Zaskoczyło mnie moje siedmioletnie dziecko, które odważnie wsiadało na kolejki, które pędziły w różnych pozycjach tak szybko, że chyba po prostu nie zdążył się wystraszyć :). Na kilku niestety nie mógł jechać, bo był za niski. Dla bezpieczeństwa obowiązuje tam limit wzrostu. Tak czy inaczej wrócił bardzo zadowolony i oczywiście już pytał kiedy pojedziemy tak po raz kolejny.
Na zachętę krótki filmik zrobiony z tarasu widokowego, ale na YT znajdziecie tego więcej, bardziej profesjonalnie nakręcone.

Na tym pierwszym filmie pokazany jest przejazd kolejką która się nazywa Formuła 1. To mojemu dziecku podobało się najbardziej.





Pozdrawiam
Mirella

piątek, 24 czerwca 2016

Bieznik z niebieskim kwiatkiem

Witajcie :)

Te bieżnik wyszywałam dawno temu z 3-4 lata już ma na pewno. Do końca zostało niewiele, ale zajęłam się decoupage i serweta poszła w odstawkę. Nawet o niej zapomniałam. kilka miesięcy temu znalazłam ją wśród materiałów do wyszywania i ją skończyłam. Później oczywiście leżała jakiś czas czekając na wycięcie wszystkich ażurów, ale ostatecznie skończyłam.
Dla urozmaicenia kwiatki są wyszyte błękitną nitką. Tak więc bieżnik nie jest w całości biały, ma mały akcent bladoniebieski.




W ten bardzo upalny dzień, w którym moje dziecko ukończyło pierwszą klasę, pozdrawiam Was równie gorąco

Mirella


wtorek, 14 czerwca 2016

Konik

Witajcie :)

Dziś inne rękodzieło. Coś co mogę odtworzyć, a nie stworzyć. Opuszczona przez wenę twórczą, nie miałam pomysłów na skrzyneczki, serduszka, czy inne ozdabianie. Wygodnie było siedzieć na kanapie, i wyszywać, według tego co było we wzorze. I konik rósł w oczach. A i Tomek był zadowolony, mama bawić się nie mogła, to chociaż towarzystwa dotrzymywała.
Niestety konik jeszcze bez ramki, ale doczeka się jak żyrafa i rower.


U mnie burza straszna. Pies zaraz zejdzie na zawał, jeszcze tak roztrzęsionego Kazika nie widziałam. Biedak miejsca nie może sobie znaleźć. Najchętniej wszedłby chyba do mojej kieszeni. Na dworze ciemno i ponuro jak wczesnym wieczorem, a jeszcze nie ma ósmej. Co za dzień...

Słońca Wam życzę

Pozdrawiam
Mirella


niedziela, 12 czerwca 2016

Po przerwie

Witajcie,

trochę mnie tu nie było, wiem. Wszystko przez problemy ze zdrowiem, które nie skończyły się w minionym roku, chociaż tak myślałam. Kto zagląda na mój profil na FB wie, że byłam w szpitalu w kwietniu przez tydzień, a później w maju całe trzy tygodnie od 2 do 20-go, gdzie zrobiono mi taką ilość badań, że głowa boli. Moje leczenie dopiero się zaczyna, ale myślę wszystko zmierza w końcu ku temu, by postawić mnie na nogi.
Te wszystkie problemy i niemoc spowodowały też totalny zanik chęci do jakiejkolwiek pracy. Jeśli chodzi o decoupage, to wena twórcza opuściła mnie kompletnie. Miałam jednak zamówienie na skrzyneczkę, która miała być ślubnym prezentem, więc zmobilizowałam się i między jednym, a drugim pobytem w szpitalu coś tak zmalowałam.
Mam nadzieję, że młodym prezent się podobał a osoba zamawiająca była również usatysfakcjonowana.






Obecnie pracuję nad kolejnym ślubnym prezentem. Mam zamówioną też tacę, mam nadzieję, że pomału powrócą mi chęci do pracy. Przygotowuję też zdjęcia moich bardzo starych prac, jeszcze z czasów sprzed decoupage, czyli wyszywane serwetki. Pokażę je Wam, bo dlaczego by nie, w końcu to moje rękodzieło i pierwsza miłość do prac ręcznych :)

Dziś to na tyle.
Odwiedzajcie mnie, bo zawsze mi miło, gdy tu zaglądacie

Pozdrawiam serdecznie
Mirella

poniedziałek, 21 marca 2016

Na potrzeby chwili

Witajcie :)

Skrzyneczkę, którą dziś Wam pokażę robiłam etapami.
Najpierw pomalowałam dół na szaro. Później przy malowaniu innej skrzynki na biało zostało mi trochę białej farby na paletce, więc wykorzystałam ją do pobielenia szarości.
Jeśli chodzi o motyw na wieczku oczywiście nie mogłam się zdecydować, bo miałam kilka pomysłów.
Tak więc znowu skrzynka stała niedokończona :)
Do czasu gdy kilka dni temu szłam do mojej długo niewidzianej znajomej. A ponieważ nie lubię chodzić z tzw. "gołymi rękami" postanowiłam wykończyć skrzynkę dla pani Ewy. Na wieczku pojawiły się aniołki, wylakierowałam ją na mat i dodałam wstążeczkę.
I tak skrzynka, którą zaczęłam robić jeszcze w grudniu (chyba) doczekała się ukończenia i nowej właścicielki.





A Wy też tak macie, że coś zaczniecie i później leży miesiącami i czeka na swoją kolej? Mi ostatnio zdarza się to dość często ;)
I choć kosztowało mnie to stosunkowo niewielkiego nakładu pracy, to mimo wszystko jest to jedna z dłużej robionych prac.

Pozdrawiam
Mirella

piątek, 18 marca 2016

Kolejna komunijna skrzynia

Witajcie :)

Kolejna skrzynia na pamiątkowe telegramy komunijne doczekała się swojej odsłony. Oczywiście robiona na zamówienie, z bardzo popularnymi ostatnio różami na wieczku. Reszta była moją inwencją. Dół ozdobiony konturówką, w środku kwiatki i pamiątkowy napis. Całość lakierowana na mat za wyjątkiem wieczka, które było lakierowana na połysk.




Pozdrawiam serdecznie
Mirella


czwartek, 3 marca 2016

Bliźniaczki

Witajcie :)

Moje ostatnie prace to w sumie tylko to co ktoś u mnie zamówi. Niewiele robię tylko tak dla siebie, albo z zamiarem późniejszego sprzedania na różnych portalach z rękodziełem. Mam tego trochę to w końcu mój czas i pieniądze, a wśród ludzi nadal panuje przekonanie, że rękodzieło to można kupić za grosze. Przyznaję szczerze, że robienie czegoś, czegokolwiek - małego, dużego, i sprzedawanie tego za bezcen odbiera mi ostatnio chęci do pracy. Kończę aktualnie wyszywanie kolejnej pracy-obrazu krzyżykiem i zastanawiam się czy zawiśnie on na mojej ścianie, czy sprzedam go miłośnikowi koni, a jak sprzedam to za jaką cenię. Mój wyszywany koń, to nie pełnokrwisty Arab, po prostu koń, nikt za niego nie zapłaci nie wiadomo jakiej ceny, a pracuję nad nim już kilka miesięcy. No dobra - lubię to, odpręża mnie takie wyszywanie, ale nie znaczy to, że nie kosztują mnie nici, materiał i chociażby cierpliwość.
Podobnie jest ze skrzynkami, czy np. pisankami. Zrobiłam ich kilkanaście jeszcze dwa lata temu, napracowałam się, same przecież wiecie ile czasami czasu to zajmuje, a co niektórym wydaje się, ze można je za 10zł kupić. Wolałam ich w takiej cenie nie sprzedawać. Leżą więc i  czekają na lepsze czasy.

Dziś za to pokażę Wam najprostsze zamówienie jakie dostałam. Dwie skrzynie, duże bo szerokość 40cm, miały być białe, wylakierowane na biało, z ewentualnym wzorem na wieczku, albo bez niczego i z kokardką w kolorze szarym.
Tak powstały bliźniaczki. Obie identyczne. Wieczko ozdobiłam niewielkim wzorem z szablonu, w kolorze szarym. Już pojechały do nowego właściciela. Mam nadzieję, że będą mu służyć. i że będą się dobrze prezentować.

A oto one


Następna na ukończeniu jest skrzynia na pamiątki komunijne. Jeszcze kilka drobiazgów i też pojedzie do osoby zamawiającej.
Zapraszam jeszcze w tym tygodniu :)

Pozdrawiam
Mirella


sobota, 30 stycznia 2016

Zmieniając siebie

Witajcie :)

Wspominałam jakiś czas temu, że powiem Wam jakie zmiany zachodzą w moim życiu... ponieważ ten blog poświęcam w sumie tylko do prezentacji moich prac z decoupage, i raczej niechętnie chcę na jego łamach zamieszczać informacje z mojego życia prywatnego, to trudno mi było zebrać się i napisać tego posta.
Ale obiecałam... poza tym może mój wpis kogoś zainspiruję albo pozwoli spojrzeć na siebie inaczej, bardziej odważnie i da siłę do działania?
Zazwyczaj miewałam wiele pomysłów na to co chcę robić w życiu, kończyłam szkoły, studia, kursy, szkolenia, ale najczęściej jedno czy dwa niepowodzenia i poddawałam się. Nie szukałam w sobie siły by kroczyć raz obraną drogą do końca, z uporem, pokonując przeciwności i nie przejmując się co inni powiedzą.
No właśnie - moja największa bolączka - co inni powiedzą! Zawsze, wszędzie, gdziekolwiek bym nie była, czegokolwiek bym nie robiła, zawsze miałam w głowie - a co powiedzą inni? Jak mnie to ograniczało, hamowało, onieśmielało i blokowało!! Masakra! Nie wiem dlaczego tak ludzie reagują? Czy to jest tylko domena nas Polaków, czy inne nacje też tak mają? Na wiele rzeczy się nie odważyłam, bo bałam się tego co ktoś o tym pomyśli. I nie chodzi tu o pofarbowanie włosów na bordowo (o czym kiedyś myślałam) ale o wielu innych bardziej prozaicznych rzeczach. Nawet czasami nie potrafię powiedzieć tego co myślę, bo nie chcę urazić tej drugiej osoby (a czasami ta osoba zasługuję na kilka słów prawdy).
Pierwszego kopa do działania dała mi Kamila Rowińska, może nie bezpośredni ona sama, co książka jej autorstwa "Kobieta niezależna" Przeczytałam ja jesienią. I chociaż nie przepadam za literaturą motywującą i taką która robi wodę z mózgu, to wiele rzeczy w tej książce dało mi do myślenia i na wiele rzeczy i kwestii otworzyły mi się oczy i to bardzo szeroko! :)
Miałam za sobą ciężkich kilka miesięcy. Właściwie cały ubiegły rok. Fatalnie się czułam, moje zdrowie mocno podupadło, odwiedzałam kilku specjalistów, bo nikt nie wiedział co mi dolega i na co mnie leczyć, leżałam przez tydzień w szpitalu, zrobiono mi wiele badań, które w sumie nic nie wykazały. Znaleźli mi tylko guza, który jak się okazało nie miał na nic wpływu. Ale wycięto go, w innym szpitalu miesiąc później.
Mój stan zdrowia miał wpływ na wiele rzeczy. Przede wszystkim w pracy nie potrafiłam się skoncentrować, nic mi się nie chciało, w nic się nie angażowałam, najlepiej robiło mi się to nad czym nie musiałam myśleć, ale to bywała raczej praca fizyczna, na którą z kolei nie miałam siły, albo którą później po prostu odchorowywałam. Powstawało błędne koło. Mój mąż wiem, że liczył na mnie i moje wsparcie, a ja nie byłam w stanie wykrzesać nic z siebie. Dochodziło do spięć, nieporozumień, atmosfera zrobiła się nerwowa i w końcu nie do wytrzymania.
Przestałam jeździć do firmy i zajęłam się czymś zupełnie innym.
Wybrałam swoją ścieżkę, którą mam zamiar kroczyć w swoim dalszym życiu.
Po pierwsze zostałam konsultantką firmy Avon. Kosmetyki tej firmy są znane wielu osobom, jak nie wszystkim. Myślę, że każdy kiedyś miał z nimi do czynienia, a ja dodatkowo odkryłam, że w ciągu ostatnich kilku lat ich jakość mocno się poprawiła i tak jak kiedyś nie korzystałam z całej ich kolorówki do makijażu, tak teraz jestem z tych kosmetyków zadowolona i są w całkiem przystępnych cenach.
Po drugie zapisałam się do szkoły. Heheh na stare lata poszłam do szkoły :). Ale to fajna szkoła. Szkoła w której uczę się profesjonalnego makijażu. Czyli takie kontynuowanie mojej pasji do rękodzieła, bo czym jest makijaż jak nie rękodziełem? Kreatywnym wyrażaniem siebie? Profesjonalny makijaż to makijaż ślubny, fotograficzny, glamour, na pokazy modowe i wszędzie tam, gdzie potrzebna jest kreatywność i profesjonalne kosmetyki i umiejętności.
I powiem Wam, że zatraciłam się w tym bez końca. Obok stanowiska gdzie maluję skrzynki i inne cudeńka, zrobiłam sobie coś na kształt toaletki z podświetlanym lustrem, z całą masą kosmetyków, które teraz namiętnie kupuję, chociaż z dużą rozwagą, bo te które tak naprawdę chciałabym mieć kosztują całkiem konkretnie. Wiem jednak że kiedyś je nabędę, bo tego będzie ode mnie wymagała sytuacja. Nie odważę się zrobić dziewczynie makijażu na ślub jakimiś tanimi mazidłami, które spłyną po pierwszym tańcu, albo które na zdjęciach będą wyglądać jak biała plama. Moja dzisiejsza wiedza o kosmetykach, pielęgnacji twarzy i trendach jest niewyobrażalnie większa niż kilka miesięcy temu.
Kiedyś wydawało mi się, że umiem się malować, że dobrze robię sobie makijaż... hmmm otóż w szkole dowiedziałam się kilku różnych rzeczy na temat kosmetyków, technik makijażu i tego jak go wykonywać, że czuję się jak pięciolatek z przedszkola, którego rysunek przyrównano nagle do obrazów Leonardo DaVici. Ale to jest fascynujące! Poznawanie różnych kształtów twarzy, różnych rodzajów cery i możliwość dokonania na tych twarzach metamorfozy, która czasami jest zaskakująca nawet dla mnie samej.
Na razie maluję koleżanki, znajome, rodzinę w ramach ćwiczeń, ale wiem, że jak jesienią skończę szkołę to makijaż i wizaż staną się moim sposobem na życie.
O decoupage nie zapomniałam. I mimo, że obecnie więcej czasu poświęcam na malowaniu własnej twarzy niż czegoś drewnianego, to są prace, które robię na zamówienie i tak dla siebie samej. Co prawda powstaje to dłużej niż kiedyś, ale myślę, że Wy też tak macie - jak czymś się zaaferujecie to poświęcacie temu więcej czasu niż innym rzeczom.

To tyle jeśli chodzi o moje zmiany. Powiem szczerze, że nie łatwo było mi wyjść spod opiekuńczych skrzydeł mojego męża i rozpocząć coś zupełnie nowego, co wymaga ode mnie po pierwsze nauki praktycznej ale i teoretycznej. Kiedyś będę miała więcej kontaktu z ludźmi, a wiadomo, każdy ma inne wymagania, oczekiwania i nie zawsze zgadza się z naszymi sugestiami, nawet tymi podpowiadanymi w dobrej wierze. Mam jednak silną motywację do tego, by nie schodzić z tej drogi, którą obrałam. Mam już plany, pomysły i chcę je realizować. Bo tak naprawdę ogranicza nas tylko własny strach przed tym, co nowe, nieznane i inne. Jak to się ładnie mówi w takim coachingowym slangu - trudno jest wyjść poza swoją strefę komfortu. Ja zrobiłam pierwszy krok. Mam nadzieję że będzie tych kroków więcej i pójdzie mi coraz lepiej :)

A jakie Wy miałyście swoje pierwsze odważne kroki, jakich zmian się podjęłyście w swoim życiu? Jeśli macie ochotę to podzielcie się ze mną. Chętnie poczytam o tym, jakie odważne decyzje podejmowałyście w swoim życiu :)

Wszystkim, którzy planują dokonać zmian w swoim życiu, życzę odwagi, wytrwałości i sukcesów :)

Pozdrawiam serdecznie
Mirella


piątek, 22 stycznia 2016

Owocowa taca

Witajcie Kochani :)

Dzień Babci już za nami. Czas leci nieubłaganie. Dopiero były święta...
Wracając jednak do Dnia Babci - sama już nie mam babci, dziadków również, ale cieszę się jak mogę zrobić coś na prezent dla kogoś kto ma kogo tym prezentem obdarować. I tak było tym razem.
Zamówiono u mnie tacę, ale babci, która wykorzysta ją w ogrodzie, w którym podejmuje latem gości i swoich wnuków. Babcia, która robi też nalewki i różne pyszne przetwory dostała więc tacę z takim owocowym motywem, gdzie jest i kieliszek - może do nalewki i słoiki z konfiturami lub innymi pysznościami no i owoce, świeże ,dojrzewające w słońcu. Ach, jak się zrobiło smacznie i domowo, przytulnie i tak jak u babci.
Szczerze mówiąc pojechałabym do mojej babci na takie jedzonko. Ostatnio moje dziecko domaga się bym zamiast czytania książki, opowiadała mu historyjki z mojego dzieciństwa. I sięgam pamięcią do wspomnień z wakacji, do rodzinnych spotkań, na których babcia podawała placek ze śliwkami lub jabłkami i ogromnymi kawałkami kruszonki :) Fajnie było :)
Dopiero po czasie człowiek uświadamia sobie, że w dzieciństwie za szybko chciało się dorosnąć...




A jakie były lub są Wasze babcie? Co pysznego robią? Z czym Wam kojarzy się dzieciństwo?
Wszystkim babciom, które tu zaglądają, życzę wszystkiego dobrego :)

Pozdrawiam
Mirella


sobota, 16 stycznia 2016

Zamówienie na ślubny prezent

Ostatnio dużo pracuję, ale nie jest to w 100% praca nad decoupage. Jak już wiecie uczę się makijażu profesjonalnego i temu później chcę poświęcić się zawodowo. Poza tym stylizacji fryzur i analizy kolorystycznej, i ogólnie stylizacji samego ubioru. Te stylizacje to tylko dodatek do makijażu, ale uważam że takie kompleksowe podejście do klientki, która chce zmienić swój wygląd, lub szuka pomocy w przygotowaniu do ślubu, wieczorowego wyjścia lub biznesowego spotkania, to świetne rozwiązanie.
Dziś się mogę pochwalić, bo miałam moje pierwsze klientki, które mimo, że wychodziły umalowane wszystkie w ten sam sposób, te same cienie i styl, to były w 100% zadowolone i szczęśliwe. Obiecały, że będą mnie polecać, z dwie z nich umówiły się na następny termin.
Jak chcecie obejrzeć zdjęcia to zapraszam na https://www.facebook.com/pieknojestpiekne/

No ale nie o makijażach chciałam tu pisać :)
Decoupage też robię i ostatnio wpadło mi takie szybkie zamówienie. Szybkie bo miałam tydzień na zrobienie dużej skrzyni na ślub, a jeszcze jak na złość wypadło mi jedno popołudnie bo wysiadł u nas w okolicy prąd i od 18 do 3 w nocy nie było światła. Ale udało się zrobić wszystko na czas. Skrzynia dojechała, a klientka zadowolona poszła dziś na ślub znajomych z oryginalnym prezentem :)




Obecnie pracuję nad prezentem na Dzień Babci, tak więc zapraszam wkrótce :)

Pozdrawiam
Mirella